- Tu - powiedział Indianin - niech
„— Tu — powiedział Indianin — niech mój brat uwiąże konia.
Karol przerzucił lasso przez szyję wierzchowca, a koniec oplatał wokół palika wbitego w twardą glebę. Uczyniwszy to rozejrzał się. Dostrzegł wszędzie tę samą spopielała ziemię, w poprzek której wędrowali już tak długo, aż niekiedy sądził, że pobłądzili i kręcą się w kółko.
— Co mój brat chce mi pokazać
— Chodź.
Obeszli skalny masyw aż do miejsca, w którym widniał otwór wielkości potężnej, wysokiej i szerokiej bramy.
— Chodź — powtórzył Toimniża. Ale natychmiast zatrzymał się — Gdzie twoja broń
Karol zawstydził się. Wrócił biegiem po winchester, a kiedy zjawił się z powrotem, usłyszał
— Kto czyni się bezbronnym, otwiera drogę niebezpieczeństwu.
Ani mruknął na taką wymówkę. Któż zaprzeczyłby jej słuszności Teraz Toimniża wkroczył w nieprzenikliwą czerń groty. Karol zawahał się.
— Przydałaby się pochodnia — zauważył.
— Nie potrzeba. Podaj mi rękę.
Spełnił żądanie i posuwał się omackiem, ostrożnie szurając butami po ziemi. To była krótka wędrówka. Po kilkudziesięciu krokach czerń zbladła. Ujrzał w głębi jaśniejszą plamę. Grota okazała się tunelem, z którego wyszedł, mrugając powiekami, na światło poranka. Kiedy oswoił sięx z blaskiem, wytrzeszczył oczy w bezgranicznym zdumieniu. Toimniża słusz“(5)
<<<< Vincent walczył zajadle
| - Niech pan podniesie ręce >>>>